Cisza. Właśnie tego potrzebowałam. Ciszy i samotności. Nie chodzi o to że mam dość Harry'ego ale po prostu lubię czasami pobyć sama.
-Harry. Co Ty tu robisz?- zapytałam wchodząc do kuchni.
-Obiad, na pewno jesteś głodna.- uśmiechnął się.. nie! kolejna tajemnica. Nie jem! Nie mogę jeść! Jestem gruba! nie mogę jeść!
-Nie musisz ze mną siedzieć. Dam sobie radę sama, na prawdę. Już wystarczająco dużo czasu przeze mnie straciłeś, nie musisz tracić go jeszcze więcej.- powiedziałam siadając na blacie kuchennym i biorąc wodę.
-Nie tracę czasu. Jestem tu bo chce. Chce Ci pomóc.- powiedział spokojnie siadając obok mnie.
-Mi się nie da pomóc.- uśmiechnęłam się spoglądając na niego.- sama sobie poradzę.
-Lilly. Pamiętasz, lekarze w szpitalu nie chcieli Cię wypuścić bez konsultacji z psychologiem lub psychiatrą. Prosiłaś mnie żebym zrobił, coś by do tego nie dopuścić. Zgodziłam się, przekonałem ich, ale tylko i wyłącznie dlatego że mnie znają, a po za tym postawili mi pewien warunek, chociaż i bez tego postawionego warunku bym to zrobił.
-Możesz jaśniej..?- spojrzałam na niego, nie bardzo rozumiejąc co ma na myśli.
-Chodźmy do pokoju, hmm? tak Ci wszytko opowiem.- uśmiecha się schodząc z szafki i wyciągając rękę w moją stronę.. Mam inne wyjście? zeskoczyłam z szafki i razem poszliśmy do salonu. Usiadłam na kanapie czekając aż Harry zajmie miejsce obok mnie i wszystko mi wyjaśni.
-Bo widzisz.. skończyłem studia psychologiczne ze specjalizacji z psychologii klinicznej zaburzeń psychicznych, ale nie o to chodzi i nie bój się. nie będę Ci strzelał gadek jak Ci wszyscy nadęci psychologowie. ale wracając do tematu, lekarze mnie znają ponieważ przyjeżdżałem tak gdy wzywali kogoś do osób które trafiały do nich po próbach samobójczych. Przekonałem ich, że jestem Twoim psychologiem, a przy okazji również przyjacielem, spędzam z Tobą dużo czasu i gdyby coś się działo ja Ci pomogę. Gdy im jeszcze trochę pościemniałem uwierzyli mi i nie wzywali nikogo innego. Ale teraz to się zmieni, większość rzeczy które im powiedziałem wcielimy w życie, ale nie bój się to nic strasznego. Będę spędzał z Tobą więcej czasu, żebyś nie była sama.. Wiem że to trudne, ale postaram się Ci nie przeszkadzać, i gdy mówiłem że będę spędzał z Tobą więcej czasu nie miałem na myśli że będę łaził za Tobą dwadzieścia cztery godziny na dobę, jeśli będziesz chciała być sama, zrozumiem, wyjdę do kuchni, do łazienki, albo wyjdę z mieszkania i posiedzę na klatce schodowej. Ale nie pozwolę żebyś zrobiła coś głupiego.- patrzyłam na niego jak na kosmite. Co? Co on powiedział psychologia jaka, co? Jakie warunki? Jakie spędzanie z nim większej ilości czasu, jaka pomoc? Jakie głupie rzeczy. Do jasnej cholery! To ostatnie wiem o czym mówił.
-Harry, ale to.. to nie ma sensu. Ja.. to wszystko jest
-Wszystko da się naprawić, to ma sens i nie mów, że nie.- uśmiechał się.
-I właśnie zaczynasz gadać jak nadenty psycholog.- powiedziałam, na co ten się tylko zaśmial.
-Przepraszam, to się więcej nie powtórzy. To co obiad? A później pójdziemy na spacer albo pobiegać, albo nie wiem gdzie, na koniec świata. Hm?- poruszył zabawnie brwiarwami.
-Nie jestem glodna.- skrzywiłam się.- chyba pójdę się położyć..h powiedziałam pi chwili wstając z kanapy i kierując się na górę..
Starałam przed drzwiami mojej sypialni bojąc się nacisnąć klamke. Przecież to tak się poczęłam, pewnie cała pościel jest we krwi.
Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam delikatnie na klamkę otwierając drzwi. Lilly do cholery! prawie że codziennie się trzesz, codziennie widzisz swoja krew, a teraz nagle się boisz. Ogarnij się dziewczyno!
Weszłam do pomieszczenia, a widok który zastałam.. zdziwił mnie. Pościelone łóżko, brak jakichkolwiek śladów po tych co się tu działo kilka dni temu..
___________________
wiem że jest nudny, beznadziejny i nic nie wnosi do całego opowiadania. przepraszam, i postaram się dodać następny jak najszybciej..