sobota, 3 maja 2014

Rozdział czwarty.

Cisza. Właśnie tego potrzebowałam. Ciszy i samotności. Nie chodzi o to że mam dość Harry'ego ale po prostu lubię czasami pobyć sama.
-Harry. Co Ty tu robisz?- zapytałam wchodząc do kuchni.
-Obiad, na pewno jesteś głodna.- uśmiechnął się.. nie! kolejna tajemnica. Nie jem! Nie mogę jeść! Jestem gruba! nie mogę jeść!
-Nie musisz ze mną siedzieć. Dam sobie radę sama, na prawdę. Już wystarczająco dużo czasu przeze mnie straciłeś, nie musisz tracić go jeszcze więcej.- powiedziałam siadając na blacie kuchennym i biorąc wodę.
-Nie tracę czasu. Jestem tu bo chce. Chce Ci pomóc.- powiedział spokojnie siadając obok mnie.
-Mi się nie da pomóc.- uśmiechnęłam się spoglądając na niego.- sama sobie poradzę.
-Lilly. Pamiętasz, lekarze w szpitalu nie chcieli Cię wypuścić bez konsultacji z psychologiem lub psychiatrą. Prosiłaś mnie żebym zrobił, coś by do tego nie dopuścić. Zgodziłam się, przekonałem ich, ale tylko i wyłącznie dlatego że mnie znają, a po za tym postawili mi pewien warunek, chociaż i bez tego postawionego warunku bym to zrobił.
-Możesz jaśniej..?- spojrzałam na niego, nie bardzo rozumiejąc co ma na myśli.
-Chodźmy do pokoju, hmm? tak Ci wszytko opowiem.- uśmiecha się schodząc z szafki i wyciągając rękę w moją stronę.. Mam inne wyjście? zeskoczyłam z szafki i razem poszliśmy do salonu. Usiadłam na kanapie czekając aż Harry zajmie miejsce obok mnie i wszystko mi wyjaśni.
-Bo widzisz.. skończyłem studia psychologiczne ze specjalizacji z psychologii klinicznej zaburzeń psychicznych, ale nie o to chodzi i nie bój się. nie będę Ci strzelał gadek jak Ci wszyscy nadęci psychologowie. ale wracając do tematu, lekarze mnie znają ponieważ przyjeżdżałem tak gdy wzywali kogoś do osób które trafiały do nich po próbach samobójczych. Przekonałem ich, że jestem Twoim psychologiem, a przy okazji również przyjacielem, spędzam z Tobą dużo czasu i gdyby coś się działo ja Ci pomogę. Gdy im jeszcze trochę pościemniałem uwierzyli mi i nie wzywali nikogo innego. Ale teraz to się zmieni, większość rzeczy które im powiedziałem wcielimy w życie, ale nie bój się to nic strasznego. Będę spędzał z Tobą więcej czasu, żebyś nie była sama.. Wiem że to trudne, ale postaram się Ci nie przeszkadzać, i gdy mówiłem że będę spędzał z Tobą więcej czasu nie miałem na myśli że będę łaził za Tobą dwadzieścia cztery godziny na dobę, jeśli będziesz chciała być sama, zrozumiem, wyjdę do kuchni, do łazienki, albo wyjdę z mieszkania i posiedzę na klatce schodowej. Ale nie pozwolę żebyś zrobiła coś głupiego.- patrzyłam na niego jak na kosmite. Co? Co on powiedział psychologia jaka, co? Jakie warunki? Jakie spędzanie z nim większej ilości czasu, jaka pomoc? Jakie głupie rzeczy. Do jasnej cholery! To ostatnie wiem o czym mówił.
-Harry, ale to.. to nie ma sensu. Ja.. to wszystko jest
-Wszystko da się naprawić, to ma sens i nie mów, że nie.- uśmiechał się.
-I właśnie zaczynasz gadać jak nadenty psycholog.- powiedziałam, na co ten się tylko zaśmial.
-Przepraszam, to się więcej nie powtórzy. To co obiad? A później pójdziemy na spacer albo pobiegać, albo nie wiem gdzie, na koniec świata. Hm?- poruszył zabawnie brwiarwami.
-Nie jestem glodna.- skrzywiłam się.- chyba pójdę się położyć..h powiedziałam pi chwili wstając z kanapy i kierując się na górę..
Starałam przed drzwiami mojej sypialni bojąc się nacisnąć klamke. Przecież to tak się poczęłam, pewnie cała pościel jest we krwi.
Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam delikatnie na klamkę otwierając drzwi. Lilly do cholery! prawie że codziennie się trzesz, codziennie widzisz swoja krew, a teraz nagle się boisz. Ogarnij się dziewczyno!
Weszłam do pomieszczenia, a widok który zastałam.. zdziwił mnie. Pościelone łóżko, brak jakichkolwiek śladów po tych co się tu działo kilka dni temu..
___________________
wiem że jest nudny, beznadziejny i nic nie wnosi do całego opowiadania. przepraszam, i postaram się dodać następny jak najszybciej..

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział trzeci.

 "Narracja trzecioosobowa"
Pukał, walił w drzwi. Nikt mu nie otwierał, szarpnął za klamkę i ku jego zdziwieniu drzwi były otwarte, bez zastanowienia wszedł do środka
-Lilly?! Lilly, gdzie jesteś?- zawołał, lecz nikt mu nie odpowiedział.. słyszał jedynie gdzieś w kuchni grające radio. Wiedział, że jest w domu, nie zostawiła by otwartego mieszkania, a po za tym na wieszaku w przed pokoju wisiał jej płaszcz.
-Lilly!- zawołał ponownie wchodząc powoli schodami na górę, zajrzał do jednego z pokoi- pusto, w łazience również. Zostało jeszcze jedno pomieszczenie, jej sypialnia, zapukał delikatnie i uchylił drzwi zaglądając do wnętrza pokoju. Siedziała na łóżku oparta o ścianę ze spuszczoną głową.. Przyszedł do niej bo chciał z nią o czymś porozmawiać. Porozmawiać o czymś, co nie dawało mu spokoju od ostatniego spotkanie, a mianowicie jej pokaleczone ręce. Harry nie był głupi, musiał by być skończonym kretynem gdyby uwierzył w tą bajeczkę o kocie. Do jasnej choler, Ona nie miała kota! A z tego co wiedział nie ma żadnej rodziny.
Otworzył szerzej drzwi wchodząc do pomieszczenia. I to co zobaczył.. przeraziło go to! Nie wiedział co ma robić. Lilly siedziała, a w zasadzie na wpół leżała w wielkiej kałuży krwi, a obok niej leżała również zakrwawiona żyletka.
Podbiegł do niej i pierwsze co zrobił to sprawdził puls.. był ledwo wyczuwalny, ale jednak był! Szybko wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił po karetkę. Po krótkiej rozmowie i podaniu adresu rozłączył się i rzucił telefon na bok.
Wziął dziewczynę w swoje ramiona i próbował ocucić.
-Lilly, wytrzymaj jeszcze chwilę, proszę. Potrzebujemy Cie tu.- nie krzyczał, mówił spokojnie kołysząc ją w swoich ramionach, a po jego policzkach spływały łzy. Nie znał jej długo, ale zdążył się z nią zaprzyjaźnić.. czuł się przy niej jak przy nikim innym, mógł powiedzieć jej wszytko, mógł jej zaufać..
Po kilku minutach usłyszał jak drzwi wejściowe otwierają się.
-Na górze! Szybko!- zawołał, wiedząc że to na pewno pomoc.
Kilka sekund później dwóch sanitariuszy wbiegło do pokoju. Widząc zaistniałą sytuację, powiedzieli coś do siebie i położyli ją na noszach, sprawdzając puls i opatrując rany.
  Harry widział jak wynoszą ją z mieszkania. Po chwili ocknął się i pobiegł za nimi.
-Co z nią?! Co z nią będzie?! Błagam powiedzcie mi!
-Zabieramy ją do najbliższego szpitala. Jest Pan kimś z rodziny?- zapytał jeden z mężczyzn.
-Nie, jestem jej.. jej przyjacielem.- odpowiedział.
-W takim razie nie możemy udzielić Panu żadnych informacji, a teraz przepraszam. śpieszymy się.- powiedział i wsiadł do karetki, która odjechała na sygnale.
Harry wsiadł jak najszybciej do swojego samochodu i pojechał za karetką...

***
   "Narracja pierwszoosobowa- Lilly"
Otworzyłam oczy czując, że ktoś trzyma mnie za rękę, światło mnie oślepia więc szybko ponownie je zamykam.
-Lilly?- usłyszałam bardziej niż zazwyczaj zachrypnięty głos.
-Harry.. co co Ty tu robisz?-zapytałam równie dziwnie zachrypniętym głosem.
-Boże, nareszcie. Jak się czujesz? Mam zawołać lekarza?- wyprostował się na krześle nadal trzymając mnie za rękę.. Wyglądał nie najlepiej, miał podkrążone oczy i wyglądał na zmęczonego.
-Co, co ja tu.. dlaczego tu jestem?
-Znalazłem Ci w mieszkaniu, nieprzytomną.. chciałaś.. chciałaś popełnić samobójstwo.- powiedział ciszej, a w jego oczach jakby zebrały się łzy.
Boże nie! Wydało się! Dowiedział się o mnie tego, co tak bardzo starałam się ukryć. Odwróciła głowę w przeciwną stronę, mocno zaciskając oczy. Nie chce litości!
-Lilly. Czemu mi nie powiedziałaś, nie zostawię Cię z tym samej, znajdę najlepszego psychologa w Londynie, będę z Tobą. Proszę Cię, pozwól sobie pomóc.- powiedział nieco mocniej ściskając moją dłoń.
-Nie Harry, ja nie chce. Nie chce litości, nie chce żeby ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. Nie potrzebuje tego. Poradzę sobie sama, albo i nie. To nie ważne, tylko proszę Cię, nie każ mi chodzić do żadnych psychologów, czy psychiatrów proszę.- mówiłam potrząsając głową, a z moich oczy lały się łzy, nie chce żeby ktoś się nade mną użalał. Po prostu nie!
-Hej, spokojnie. Dobrze już. Nie płacz.- powiedział spokojnie, delikatnie ścierając łzy z mojego policzka.

***
                ***Dwa dni później***
-Gotowa?- do sali wszedł Harry trzymając w ręku jakiś świstek.
-Zależy na co, ale chce jak najszybciej stąd wyjść.- spojrzałam na niego zasuwając torbę.
-Lekarz powiedział, że przez najbliższe kilka dni będziesz musiała zmieniać opatrunki dwa razu dziennie, a po tygodniu będziesz mogła je zdjąć.- powiedział powoli do nie podchodząc.
To jest najgorsze. Właśnie tego się najbardziej bałam.. tego że się dowie i niestety jest jeszcze coś co mnie czeka.. Rozmowa z nim o tym co się wydarzyło i nie tylko. Gdy leżałam w szpitalu był ze mną cały czas, przychodził wcześnie rano, a wychodził gdy już spałam. Gadał o wszystko, opowiadał mi jakieś głupie historię, ale omijał temat tego co zrobiłam, nie pytał.. za co byłam mu wdzięczna.
Nie wiem jakim cudem, ale przekonał lekarzy, że nie potrzebna mi rozmowa z psychologiem, czy tez psychiatrą i że on się mną zajmie. Będę mu za to wdzięczna do końca życia, nie zniosła bym tego. Nie zniosła bym rozmów z psychiatrą, które i tak w niczym niro pomagają..
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się nieznacznie.
-Jak na razie, nie masz za co.- uśmiechnął się, zabierając moją torbę z łóżka i razem wszyliśmy ze szpitala.
Otworzył mi drzwi od strony pasażera, gdy usiadłam zamknął je, po chwili on również siedział w samochodzie.
*Siedziałam ze spuszczoną głową bawiąc się palcami. Bandaż. Denerwował mnie, a po za tym strasznie swędziało mnie pod nim, zaczęłam się się drapać w miejscu cięć.
Gdy bandaż zaczął robić się czerwony chciałam przestać, ale jakaś "siła" nie pozwalała mi na to, to po prostu było ode mnie silniejsze.
-Nie rób tego.- usłyszałam głos Harry'ego, a chwile później jego dłoń wylądowała na moich rękach. Spojrzałam na niego z lekkim przerażeniem w oczach.
-Jesteśmy na miejscu.- uśmiechnął się nadal trzymając swoją dłoń na moich. Podniosłam głowę wyglądając przez okno.
-Obiecujesz?- zapytał z nadzieją w głosie.. nie pozwalając mi wysiąść z samochodu.
-Przepraszam, ale nie mogę niczego obiecać. Postaram się, ale nic nie obiecuje..- powiedziałam starając się, aby mój głos się nie załamał.
*
-Lilly, wiesz że ja Cie teraz nie zostawie, nie pozwolę żebyś zrobiła coś głupiego.- powiedział gdy otwierał drzwi mojego mieszkania.. nie pytajcie dlaczego robił to on, a nie ja. Chyba po prostu nie chciałam się z nim kłócić..
Otworzył drzwi wpuszczają mnie pierwszą.
-Harry, to nie jest tak jak myślisz.. ja wcale nie chciałam.. to nie tak miało być. Ja po prostu..
-Spokojnie, wszystko rozumiem, w zasadzie nie rozumiem, ale to nic. Jeśli nie chcesz teraz o tym rozmowiać to rozumiem. Nie zmuszam Cie do niczego, po prostu jeśli będziesz gotowa i będziesz chciała o tym porozmawiać to.. jestem tutaj.
Uśmiechnęłam się nieznacznie i odwieszając kurtkę poszłam do salonu. Usiadłam na fotelu, pociągnęła kolana pod brodę i ukryła w nich twarz.
To nie miało tak wyglądać! Nie chciałam tego!!

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział drugi.

-Powiedziałem kurwa puść ją!- głos podobny był do głosu Harry'ego, choć brzmiał jakby groźniej niż wcześniej, więc nie byłam w stu procentach pewna..
-Odpierdol się od niej!- kolejny krzyk, tym razem jeszcze głośniejszy, mój "wybawiciel" odciągnął ode mnie mężczyznę, zamachnął się i jego pięść wylądowała na jego twarzy, kolejny cios w brzuch, znów w twarz.. po chwili mężczyzna leżał na ziemi zwijając się z bólu, a Harry stał nad nim, kopnął go w brzuch.
Stałam cały czas przy ścianie i przyglądałam się temu wszystkiemu, na początku chciałam uciec, ale nie miałam którędy.. Po chwili Harry wyprostował się i zrobił krok w moją stronę, bałam się go. Po tym co przed chwilą zobaczyłam nie byłam pewna czy mogę być przy nim bezpieczna. Najwidoczniej zauważył, że się go przestraszyłam bo się zatrzymał.
-Lilly, to ja. Harry, już dobrze, nie bój się. Chodź zawiozę Cię do domu.- powiedział spokojnie wyciągając rękę w moją stronę.
***

     Trzy miesiące później...
Po tym wszystkim Harry zawiózł mnie do domu, został ze mną póki nie zasnęłam a następnego dnia przyszedł upewnić się czy wszystko w porządku.
Później przychodził co jakiś czas, pisał, dzwonił.. i szczerze mówić polubiłam go. Można z nim pogadać o wszystkim,prawie o wszystkim, jeżeli wiecie co mam na myśli.
Leże na łóżku i staram się myśleć o czymkolwiek, tylko nie o żyletce.. od czterech dni jej nie dotknęłam i już nie wytrzymuję. Powstrzymywałam się ponieważ ostatnio podwinął mi się rękaw i Harry zauważył kilka ran.. próbowałam mu tłumaczyć że to nie to co myśli, że bawiłam się z kotem. Do jasnej cholery cokolwiek! ale chyba mi nie uwierzył. Właśnie dlatego chciałam to ograniczyć, żebym nie musiała mu się później tłumaczyć.
Cokolwiek.
Książka, może ona odciągnie mnie od myślenia o tym cholernym, ostrym kawałku metalu.. odsunęłam szufladę w szafce nocnej i wyjęłam książkę.. w szufladzie błysnęło coś srebrnego.. no tak.. żyletka
Bez zastanowienia wzięłam ją do ręki i usiadłam na łóżku opierając się plecami o zimną ścianę. Jedna kreska? przecież nikt nic nie zauważy.. jedna mniej, jedna więcej..
Wyprostowałam rękę, jedna kreska, przy niej druga, trzecia i czwarta. Poczułam lekkie szczypanie i krew spływającą po ręku. Odchyliłam głowę do tyłu w wzięłam głęboki oddech.
Po chwili otworzyłam oczy i po raz kolejny pociągnęłam żyletką po ręku. Jedna za drugą, krwawa kreska na ręku, czerwona ciecz spływa po ręku, skapuje na moją nogę, no pościel.. obraz przed oczami zaczyna się rozmywać i gdy już prawie zasypiam słyszę dzwonek do drzwi. Chce szybko wstać i to wszytko posprzątać, ale nie mam siły, za wszelką cenę chce się podnieść z łóżka i przynajmniej otworzyć drzwi, ale nie mogę nie daje rady. Słysze nadal dobijanie się do drzwi i głos Harry'ego za nimi, który tak jakby się oddalał, po chwili moje powieki robią się coraz cięższe i zamykają się.
Ciemność, cisza, już nic nie czuje.. czy właśnie udało mi się spełnić moje marzenie i skończyć tą jebaną pomyłkę jaką jest.. a może już było moje życie..?
__________________________________________

 będzie mi miło gdybyście ocenili moją "twórczość" i zostawili po sobie jakiś ślad w postaci komentarza. :)
z góry dziękuję i do zobaczenia wkrótce. xx

sobota, 22 marca 2014

Rozdział pierwszy.

Około 20 usłyszałam dzwonek do drzwi. Naciągnęłam rękawy bluzy na ręce by zakryć wszystkie blizny i podchodząc do drzwi otwieram je.
-Masz zamiar iść na imprezę w dresach?- zapytała Emily, wysoka szczupła blondynka ubrana w skąpą czarną sukienkę.
-Ja nigdzie nie idę.- mówię i zostawiając otwarte drzwi wracam do salonu.
-Lilly proszę! jest piątek wieczorem! Chodźmy się pobawić. Jak nie będzie Ci się podobał to wyjdziemy ok?- uśmiechnęła się siadając obok mnie.
Nienawidzę takich imprez! Tłumy schlanych ludzi. Nie, nie i jeszcze raz nie. Dziękuje, wolę zostać w domu.
-Proszę Cię, Em. nie mam ochoty na żadne wyjścia. Chce zostać w domu. Odpocząć, a nie łazić po jakiś klubach..

***
Cholera jasna, kurwa mać! Posiedzę tu godzinę i wracam do domu!
-Uśmiechnij się! wyglądasz jakbyś szła na jakiś pogrzeb, a nie na imprezę.- zaśmiała się szturchając mnie lekko.
Już otworzyłam usta aby coś powiedzieć, ale mi na to nie pozwoliła.
-Chodź, tak są moi znajomi. Musisz ich poznać.- krzyknęła, choć i tak ledwo ją słyszałam. Co prawda niezbyt zadowolona, ale poszłam za nią. Na skórzanej kanapie w rogu klubu siedziało 3 chłopaków, blondyn, mulat z czarnymi włosami postawionymi na żel, który aktualnie zajęty był flirtowaniem z jakąś blondynką i brunet o kręconych włosach lekko zaczesanych do tyłu.
Emily przedstawiła mnie wszystkim jak i mi przedstawiła ich i po chwili siedziałam obok Emily i Harry'ego na kapię.
-Zatańczysz?- usłyszałam lekko zachrypnięty głos z prawej strony i właśnie w tamtym kierunku odwróciłam głowę by zobaczyć uśmiechniętego Harry'ego.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Nie jestem najlepszą tancerką.- skrzywiłam się lekko, na co chłopak tylko się zaśmiał i pociągnął mnie za rękę na środek parkietu.
Na moje nie szczęście gdy tylko dotarliśmy na parkiet DJ puścił jakąś wolną piosenkę.. umm.. niezręcznie? Nie lubię tańczyć, a tym bardziej przy takich wolnych piosenkach z nowo poznanym chłopakiem.. Tak wiem, jestem dziwna.. delikatnie mówiąc.
Chłopak popatrzył na mnie chwilę, przysunął się bliżej i ułożył swoje ręce na moich biodrach, popatrzyłam na niego chwilę i położyłam dłonie na jego ramionach. Miał piękne oczy, wcześniej nie zwracałam na to uwagi, ale na prawdę były cudowne, aczkolwiek miałam wrażenie że kryją jakąś tajemnice...
Gdy piosenka się skończyła chciałam się od niego odsunąć, ale ten wręcz przeciwnie. Przyciągnął mnie bliżej siebie i nachylił się nade mną..
-Oszukałaś mnie. Umiesz tańczyć.- szepną i nie wiem czy specjalnie, czy też przypadkiem musnął delikatnie ustami płatek mojego ucha, odsunął się z uśmiechem, dzięki czemu mogłam zobaczyć dwa małe dołeczki w jego policzkach..
Większość czasu w klubie spędziłam z Harry'm. Jestem naprawdę miły, można powiedzieć że go polubiłam. Po prawię trzech godzinach poinformowałam wszystkich, że jestem zmęczona i wracam do domu. pożegnałam się i wyszłam.
Może i to niezbyt bezpieczne, ale zdecydowałam się że się przejdę.. przeszłam przez ulicę i skierowałam się w stronę mieszkania. Przeszłam może 200 metrów gdy ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął w ślepą uliczkę i przycisnął mnie do ściany.
-Puść mnie!
-To niebezpieczne żeby taka ładna dziewczyna chodziła sama po mieście o tej porze.- powiedział jakiś facet, a nie przeszedł dreszcz. Lilly uciekaj! Krzyczała moja podświadomość.
-Powiedziałam puść mnie!- krzyknęłam.
-Jeej, spokojnie. Nie tak szybko. Może by tak..- nie dokończył przesuwając rękę po moim udzie coraz wyżej.. w oczach zebrały mi się łzy, które za wszelką cenę chciały wydostać się na zewnątrz. Próbowałam się wyrwać, ale mężczyzna był za silny.
Przejechał dłonią nieco niżej do zapięcia od moich spodni.
-Nie!- krzyknęłam, próbując się wyrwał.- Zastaw mnie! Puszczaj!- krzyczałam, a z moich oczy lały się łzy, napastnik nie reagował.. zaczął całować mnie po szyi zjeżdżając coraz niżej.
-Błagam nie.- pisnęłam po raz kolejny próbując go odepchnąć i uciec jak najdalej.
-Zostaw ją!!- usłyszałam po chwili lekko zachrypnięty głos.
Wybawienie?!

niedziela, 16 marca 2014

Wstęp.

Życie to pasmo pomyłek, błędów i nietrafnie podjętych decyzji.. wiem coś o tym, bo wiecie, tak się składa że moje życie jest tą pieprzoną pomyłką, nie fortunnie podjętą decyzją, za lekko przyciśniętą żyletką do nadgarstka. Tak, mam problemy. Tak miałam kilka nieudanych niestety prób samobójczych. I jeszcze raz tak,-żałuje że nie udało mi się skończyć tej pomyłki jaką jest moje życie.
Mam na imię Lilly i mam 20lat. Jak zapewne domyślacie się po wstępie mam sporo problemów z samą sobą. Mam jedną przyjaciółkę, której i tak nie zawsze wszytko mówię.
Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowych, a rodzeństwa nie miałam więc zostałam sama. Mieszkam w dwupoziomowym mieszkaniu które odziedziczyłam w spadku po rodzicach. Pracuje w niewielkiej kawiarni oddaloną zaledwie przecznice od apartamentu, w którym mieszkam.
Nie mam pojęcia co mogłabym wam jeszcze o sobie powiedzieć. Moje życie jest nudne, smutne, przytłaczające, a niekiedy i przerażające.
Rzadko wychodzę na jakiekolwiek imprezy, chyba że wyciągnie mnie na nie przyjaciółka.. praktycznie nie poznaje nowych ludzi, nie lubię nawiązywać nowych znajomości. A moim jedynym marzeniem jest zniknąć. Zasnąć i już więcej się nie obudzić. Cokolwiek.
     Nie liczę na pomoc, nie chce jej. Nie chce żeby ktoś mnie ratował, a tym bardziej żeby się mną przejmował i martwił się o mnie. Jeżeli to w ogóle możliwe..

_____________________________________________
   Jeśli przeczytałaś/eś, proszę. zostaw po sobie jakikolwiek komentarz, to dla mnie na prawdę ważne i bardzo motywujące. :) xx ♥