-Powiedziałem kurwa puść ją!- głos podobny był do głosu Harry'ego, choć brzmiał jakby groźniej niż wcześniej, więc nie byłam w stu procentach pewna..
-Odpierdol się od niej!- kolejny krzyk, tym razem jeszcze głośniejszy, mój "wybawiciel" odciągnął ode mnie mężczyznę, zamachnął się i jego pięść wylądowała na jego twarzy, kolejny cios w brzuch, znów w twarz.. po chwili mężczyzna leżał na ziemi zwijając się z bólu, a Harry stał nad nim, kopnął go w brzuch.
Stałam cały czas przy ścianie i przyglądałam się temu wszystkiemu, na początku chciałam uciec, ale nie miałam którędy.. Po chwili Harry wyprostował się i zrobił krok w moją stronę, bałam się go. Po tym co przed chwilą zobaczyłam nie byłam pewna czy mogę być przy nim bezpieczna. Najwidoczniej zauważył, że się go przestraszyłam bo się zatrzymał.
-Lilly, to ja. Harry, już dobrze, nie bój się. Chodź zawiozę Cię do domu.- powiedział spokojnie wyciągając rękę w moją stronę.
***
Trzy miesiące później...
Po tym wszystkim Harry zawiózł mnie do domu, został ze mną póki nie zasnęłam a następnego dnia przyszedł upewnić się czy wszystko w porządku.
Później przychodził co jakiś czas, pisał, dzwonił.. i szczerze mówić polubiłam go. Można z nim pogadać o wszystkim,prawie o wszystkim, jeżeli wiecie co mam na myśli.
Leże na łóżku i staram się myśleć o czymkolwiek, tylko nie o żyletce.. od czterech dni jej nie dotknęłam i już nie wytrzymuję. Powstrzymywałam się ponieważ ostatnio podwinął mi się rękaw i Harry zauważył kilka ran.. próbowałam mu tłumaczyć że to nie to co myśli, że bawiłam się z kotem. Do jasnej cholery cokolwiek! ale chyba mi nie uwierzył. Właśnie dlatego chciałam to ograniczyć, żebym nie musiała mu się później tłumaczyć.
Cokolwiek.
Książka, może ona odciągnie mnie od myślenia o tym cholernym, ostrym kawałku metalu.. odsunęłam szufladę w szafce nocnej i wyjęłam książkę.. w szufladzie błysnęło coś srebrnego.. no tak.. żyletka
Bez zastanowienia wzięłam ją do ręki i usiadłam na łóżku opierając się plecami o zimną ścianę. Jedna kreska? przecież nikt nic nie zauważy.. jedna mniej, jedna więcej..
Wyprostowałam rękę, jedna kreska, przy niej druga, trzecia i czwarta. Poczułam lekkie szczypanie i krew spływającą po ręku. Odchyliłam głowę do tyłu w wzięłam głęboki oddech.
Po chwili otworzyłam oczy i po raz kolejny pociągnęłam żyletką po ręku. Jedna za drugą, krwawa kreska na ręku, czerwona ciecz spływa po ręku, skapuje na moją nogę, no pościel.. obraz przed oczami zaczyna się rozmywać i gdy już prawie zasypiam słyszę dzwonek do drzwi. Chce szybko wstać i to wszytko posprzątać, ale nie mam siły, za wszelką cenę chce się podnieść z łóżka i przynajmniej otworzyć drzwi, ale nie mogę nie daje rady. Słysze nadal dobijanie się do drzwi i głos Harry'ego za nimi, który tak jakby się oddalał, po chwili moje powieki robią się coraz cięższe i zamykają się.
Ciemność, cisza, już nic nie czuje.. czy właśnie udało mi się spełnić moje marzenie i skończyć tą jebaną pomyłkę jaką jest.. a może już było moje życie..?
__________________________________________
będzie mi miło gdybyście ocenili moją "twórczość" i zostawili po sobie jakiś ślad w postaci komentarza. :)
z góry dziękuję i do zobaczenia wkrótce. xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz