"Narracja trzecioosobowa"
Pukał, walił w drzwi. Nikt mu nie otwierał, szarpnął za klamkę i ku jego zdziwieniu drzwi były otwarte, bez zastanowienia wszedł do środka
-Lilly?! Lilly, gdzie jesteś?- zawołał, lecz nikt mu nie odpowiedział.. słyszał jedynie gdzieś w kuchni grające radio. Wiedział, że jest w domu, nie zostawiła by otwartego mieszkania, a po za tym na wieszaku w przed pokoju wisiał jej płaszcz.
-Lilly!- zawołał ponownie wchodząc powoli schodami na górę, zajrzał do jednego z pokoi- pusto, w łazience również. Zostało jeszcze jedno pomieszczenie, jej sypialnia, zapukał delikatnie i uchylił drzwi zaglądając do wnętrza pokoju. Siedziała na łóżku oparta o ścianę ze spuszczoną głową.. Przyszedł do niej bo chciał z nią o czymś porozmawiać. Porozmawiać o czymś, co nie dawało mu spokoju od ostatniego spotkanie, a mianowicie jej pokaleczone ręce. Harry nie był głupi, musiał by być skończonym kretynem gdyby uwierzył w tą bajeczkę o kocie. Do jasnej choler, Ona nie miała kota! A z tego co wiedział nie ma żadnej rodziny.
Otworzył szerzej drzwi wchodząc do pomieszczenia. I to co zobaczył.. przeraziło go to! Nie wiedział co ma robić. Lilly siedziała, a w zasadzie na wpół leżała w wielkiej kałuży krwi, a obok niej leżała również zakrwawiona żyletka.
Podbiegł do niej i pierwsze co zrobił to sprawdził puls.. był ledwo wyczuwalny, ale jednak był! Szybko wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił po karetkę. Po krótkiej rozmowie i podaniu adresu rozłączył się i rzucił telefon na bok.
Wziął dziewczynę w swoje ramiona i próbował ocucić.
-Lilly, wytrzymaj jeszcze chwilę, proszę. Potrzebujemy Cie tu.- nie krzyczał, mówił spokojnie kołysząc ją w swoich ramionach, a po jego policzkach spływały łzy. Nie znał jej długo, ale zdążył się z nią zaprzyjaźnić.. czuł się przy niej jak przy nikim innym, mógł powiedzieć jej wszytko, mógł jej zaufać..
Po kilku minutach usłyszał jak drzwi wejściowe otwierają się.
-Na górze! Szybko!- zawołał, wiedząc że to na pewno pomoc.
Kilka sekund później dwóch sanitariuszy wbiegło do pokoju. Widząc zaistniałą sytuację, powiedzieli coś do siebie i położyli ją na noszach, sprawdzając puls i opatrując rany.
Harry widział jak wynoszą ją z mieszkania. Po chwili ocknął się i pobiegł za nimi.
-Co z nią?! Co z nią będzie?! Błagam powiedzcie mi!
-Zabieramy ją do najbliższego szpitala. Jest Pan kimś z rodziny?- zapytał jeden z mężczyzn.
-Nie, jestem jej.. jej przyjacielem.- odpowiedział.
-W takim razie nie możemy udzielić Panu żadnych informacji, a teraz przepraszam. śpieszymy się.- powiedział i wsiadł do karetki, która odjechała na sygnale.
Harry wsiadł jak najszybciej do swojego samochodu i pojechał za karetką...
***
"Narracja pierwszoosobowa- Lilly"
Otworzyłam oczy czując, że ktoś trzyma mnie za rękę, światło mnie oślepia więc szybko ponownie je zamykam.
-Lilly?- usłyszałam bardziej niż zazwyczaj zachrypnięty głos.
-Harry.. co co Ty tu robisz?-zapytałam równie dziwnie zachrypniętym głosem.
-Boże, nareszcie. Jak się czujesz? Mam zawołać lekarza?- wyprostował się na krześle nadal trzymając mnie za rękę.. Wyglądał nie najlepiej, miał podkrążone oczy i wyglądał na zmęczonego.
-Co, co ja tu.. dlaczego tu jestem?
-Znalazłem Ci w mieszkaniu, nieprzytomną.. chciałaś.. chciałaś popełnić samobójstwo.- powiedział ciszej, a w jego oczach jakby zebrały się łzy.
Boże nie! Wydało się! Dowiedział się o mnie tego, co tak bardzo starałam się ukryć. Odwróciła głowę w przeciwną stronę, mocno zaciskając oczy. Nie chce litości!
-Lilly. Czemu mi nie powiedziałaś, nie zostawię Cię z tym samej, znajdę najlepszego psychologa w Londynie, będę z Tobą. Proszę Cię, pozwól sobie pomóc.- powiedział nieco mocniej ściskając moją dłoń.
-Nie Harry, ja nie chce. Nie chce litości, nie chce żeby ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. Nie potrzebuje tego. Poradzę sobie sama, albo i nie. To nie ważne, tylko proszę Cię, nie każ mi chodzić do żadnych psychologów, czy psychiatrów proszę.- mówiłam potrząsając głową, a z moich oczy lały się łzy, nie chce żeby ktoś się nade mną użalał. Po prostu nie!
-Hej, spokojnie. Dobrze już. Nie płacz.- powiedział spokojnie, delikatnie ścierając łzy z mojego policzka.
***
***Dwa dni później***
-Gotowa?- do sali wszedł Harry trzymając w ręku jakiś świstek.
-Zależy na co, ale chce jak najszybciej stąd wyjść.- spojrzałam na niego zasuwając torbę.
-Lekarz powiedział, że przez najbliższe kilka dni będziesz musiała zmieniać opatrunki dwa razu dziennie, a po tygodniu będziesz mogła je zdjąć.- powiedział powoli do nie podchodząc.
To jest najgorsze. Właśnie tego się najbardziej bałam.. tego że się dowie i niestety jest jeszcze coś co mnie czeka.. Rozmowa z nim o tym co się wydarzyło i nie tylko. Gdy leżałam w szpitalu był ze mną cały czas, przychodził wcześnie rano, a wychodził gdy już spałam. Gadał o wszystko, opowiadał mi jakieś głupie historię, ale omijał temat tego co zrobiłam, nie pytał.. za co byłam mu wdzięczna.
Nie wiem jakim cudem, ale przekonał lekarzy, że nie potrzebna mi rozmowa z psychologiem, czy tez psychiatrą i że on się mną zajmie. Będę mu za to wdzięczna do końca życia, nie zniosła bym tego. Nie zniosła bym rozmów z psychiatrą, które i tak w niczym niro pomagają..
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się nieznacznie.
-Jak na razie, nie masz za co.- uśmiechnął się, zabierając moją torbę z łóżka i razem wszyliśmy ze szpitala.
Otworzył mi drzwi od strony pasażera, gdy usiadłam zamknął je, po chwili on również siedział w samochodzie.
*Siedziałam ze spuszczoną głową bawiąc się palcami. Bandaż. Denerwował mnie, a po za tym strasznie swędziało mnie pod nim, zaczęłam się się drapać w miejscu cięć.
Gdy bandaż zaczął robić się czerwony chciałam przestać, ale jakaś "siła" nie pozwalała mi na to, to po prostu było ode mnie silniejsze.
-Nie rób tego.- usłyszałam głos Harry'ego, a chwile później jego dłoń wylądowała na moich rękach. Spojrzałam na niego z lekkim przerażeniem w oczach.
-Jesteśmy na miejscu.- uśmiechnął się nadal trzymając swoją dłoń na moich. Podniosłam głowę wyglądając przez okno.
-Obiecujesz?- zapytał z nadzieją w głosie.. nie pozwalając mi wysiąść z samochodu.
-Przepraszam, ale nie mogę niczego obiecać. Postaram się, ale nic nie obiecuje..- powiedziałam starając się, aby mój głos się nie załamał.
*
-Lilly, wiesz że ja Cie teraz nie zostawie, nie pozwolę żebyś zrobiła coś głupiego.- powiedział gdy otwierał drzwi mojego mieszkania.. nie pytajcie dlaczego robił to on, a nie ja. Chyba po prostu nie chciałam się z nim kłócić..
Otworzył drzwi wpuszczają mnie pierwszą.
-Harry, to nie jest tak jak myślisz.. ja wcale nie chciałam.. to nie tak miało być. Ja po prostu..
-Spokojnie, wszystko rozumiem, w zasadzie nie rozumiem, ale to nic. Jeśli nie chcesz teraz o tym rozmowiać to rozumiem. Nie zmuszam Cie do niczego, po prostu jeśli będziesz gotowa i będziesz chciała o tym porozmawiać to.. jestem tutaj.
Uśmiechnęłam się nieznacznie i odwieszając kurtkę poszłam do salonu. Usiadłam na fotelu, pociągnęła kolana pod brodę i ukryła w nich twarz.
To nie miało tak wyglądać! Nie chciałam tego!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz